Ochrona dzikich zwierząt

WILKI
Jestem po lekturze wielu publikacji, z nieustanną fascynacją i szacunkiem, a ostatecznie na świeżo, pod wpływem lektury książki Nate Blakeslle. Mowa o wilkach.
Ostatnia lektura opowiada o wypuszczeniu 14 wilków do Parku Yellowstone.
Czytam o tym, że wilk, jako zwierze postrzegane przez wielu ludzi jako krwiożercze i złe, tak naprawdę jest empatyczne jak człowiek. Obserwacje wskazują na to, że samiec alfa w watasze, wydawałoby się ten, który eliminuje najsłabsze jednostki, potrafi w stadzie zająć się odrzuconym przez resztę szczenięciem. Stado odrzuca potencjalnie słabsze szczenię. Nawet jego rodzeństwo, powodowane instynktem, odrzuca go jako słabszą jednostkę. A co robi przewodnik watahy? Opiekuje się nim, przejmuje rolę matki i ojca, bawi się z nim jak szczeniak, po to, by dać mu szansę, by go wzmocnić, by dołączył do stada. To fascynujące. Wilk, który miesiącami, latami, walczy o terytorium, morduje samców z innych watah, potrafi pochylić się nad tym najsłabszym, wydawałoby się, że nie mającym szans. Podobno to właśnie mamy wspólnego z wilkami..
A jednak w 1926 roku w Parku Narodowym w Yellowstone, naturalnym środowisku tego gatunku, nie było ani jednego wilka. Gdy wilki zniknęły, warunki parku drastyczne spadły. Wielu ekologów martwiło się o erozję i wymierające rośliny. Wewnątrz parku rozmnożył się łoś, a gatunki liściaste takie jak osika i drzewo bawełniane, cierpiały z powodu zwiększonego wypasu. Obsługa parku zaczęła przemieszczać łosie ale gdy to nic nie dało, zaczęto je zabijać. Bez wilków drastycznie zmniejszyła się populacja kojotów, co niekorzystnie wpłynęło na populację antylopy. Reintrodukcję wilka udało się tam przeprowadzić dopiero w 1945 roku, po wielu sprzeciwach i oburzeniu środowiska łowieckiego.
Wprowadzanie wilków zmieniło zachowanie innych zwierząt, co w następstwie spowodowało pojawienie się innych gatunków, a nawet zmiany zachowań rzek. Zmienił się tak naprawdę cały ekosystem parku Yellowstone, jedynie w następstwie wprowadzenia wilków. Oczywiście największym wrogiem, bezmyślnym, bezrefleksyjnym, jest nadal człowiek. Tak było w Yellowstone, gdzie zginęła z rąk kłusownika, opisywana w czytanej przeze mnie historii wilczyca Szóstka, tak jest i teraz tam i tak jest w Europie.
W Polsce ochrona gatunkowa wilków również nie zapewnia im beztroskiej egzystencji. Tak jak wszystkie dzikie zwierzęta giną one z powodu chorób, pasożytów, brak pokarmu, zranień czy starości, zagrażają im jednak przede wszystkim ludzie, poprzez różne działania powodujące izolację siedlisk bytowania wilków i utratę ich ostoi. Negatywny wpływ na przetrwanie wilków ma także kłusownictwo i odstrzały wilków w krajach sąsiednich. Bardzo istotny dla kondycji populacji wilka jest stosunek ludzi do tego drapieżnika. Ciągle jeszcze pokutuje wiele przesądów i błędnych opinii na jego temat, a przypadki kłusownictwa na wilkach czy nielegalnych odstrzałów, chociaż są brutalnym łamaniem prawa, nie spotykają się z jednoznaczną negatywną oceną społeczną. Pamiętajmy o tym, że wilk boi się nas o wiele bardziej, niż my jego. Zaatakuje tylko w samoobronie, nie mając wyjścia, będąc zranionym, przypartym do muru, bez możliwości ucieczki, bądź w obronie szczeniąt. Zdrowy wilk, na swoim terytorium? – nawet go nie zobaczycie.
Pochylcie się, zainteresujcie tym fascynującym zwierzęciem.
Zachęcam Was do lektury wielu publikacji na ten temat, oraz książek, np:
Adam Wajrak „Wilki”
Nate Blakeslee „Wilczyca”.
Obydwie pozycje to niejako studium natury tego fascynującego gatunku.

WYPALANIE TRAW – ODWIECZNA TRADYCJA, PSIA MAĆ!
W 2018 roku w Polsce wybuchło 12 tys. pożarów traw. Zginęły dwie osoby, a 101 zostało rannych. Ludzka bezmyślność to także tragiczna śmierć niewinnych zwierząt. Strażacy z OSP w miejscowości Polska Cerekiew opublikowali w mediach społecznościowych drastyczne zdjęcia zwierząt, które zginęły w płomieniach wypalanych traw.

„Straż przypomina, że wypalanie traw jest zabronione i grozi za to kara do 5 tysięcy złotych, a nawet więzienie. Podano, że w tym roku trawy płonęły w województwie opolskim już ponad 200 razy. Z kolei w całym 2017 roku doszło do 1200 takich zdarzeń. W ramach apelu i ostrzeżenia strażacy ruszyli z akcją „Stop wypalaniu traw” i pokazali zdjęcia poranionych i martwych zwierząt.

– Nie ma żadnego uzasadnienia ze względów rolniczych ani żadnych innych, by wypalać trawy i ścierniska. Powoduje to tylko straty. Giną zwierzęta, lasy, my musimy wyjeżdżać do takich zdarzeń, a może ktoś w tym czasie potrzebować pomocy – mówi starszy kapitan Bartosz Raniowski z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Opolu.”
Źródło: Wprost.pl


KOMERCYJNY ODSTRZAŁ ŻUBRÓW
Jedna z patologii systemu ochrony żubra w Polsce – komercyjne odstrzały tych majestatycznych zwierząt – zakończona. Dyrektor Generalny Lasów Państwowych Andrzej Konieczny poinformował, że nadleśnictwa Borki i Krynki zaprzestają odsprzedawania myśliwym prawa do zabijania żubrów. Konieczny powiedział, że proceder ten budzi „społeczne kontrowersje”. To wielki sukces, który zawdzięczamy m.in. ponad 80 tysiącom Polek i Polaków popierających apel Greenpeace o zaprzestanie komercyjnych polowań na żubry.

„Ogłoszona dzisiaj decyzja Lasów Państwowych pokazuje, że nacisk społeczny ma sens. Lasy Państwowe przyznały wreszcie, że nie ma społecznej akceptacji dla komercyjnych polowań na symbol polskiej przyrody. Ale to nie koniec. Będziemy dalej przyglądać się działaniom Lasów Państwowych i monitorować sposób, w jaki sprawują pieczę nad powierzonymi im stadami żubrów. Chcemy również doprowadzić do zmiany obowiązującej strategii ochrony żubra, której częścią było przyzwolenie na komercyjne odstrzały i hodowlane podejście do stad. Wierzymy, że to się uda dzięki zaangażowaniu dziesiątek tysięcy osób, którym zależy na losie żubra” – mówi Małgorzata Górska z Greenpeace Polska.

Greenpeace od dawna zwracał uwagę, że system ochrony żubra w Polsce nie działa prawidłowo. Jedną z największych patologii tego systemu było odsprzedawanie prawa do zabijania tych zwierząt myśliwym. Proceder ten sprawiał, że ofiarami odstrzałów padały nie tylko zwierzęta poważnie chore i cierpiące, ale również inne, których zabijanie nie było konieczne. Pieniądze z polowań przeznaczane były na zwiększanie poziomu dokarmiania żubrów, co tylko pogłębiało problem – ograniczało naturalną śmiertelność, opóźniało cielenie się i ułatwiało przenoszenie chorób. Proceder ten został opisany w raporcie Greenpeace „Polowanie, czyli ochrona żubra po Polsku” [1].

W związku z źle funkcjonującym systemem ochrony żubra Greenpeace wystosował apel do premiera i ministra środowiska o zaprzestanie komercyjnych polowań i hodowlanego podejścia do ochrony tego gatunku. Apel poparło ponad 80 tysięcy Polek i Polaków. Ich podpisy Greenpeace przekazał do adresatów 22 marca. Dzisiaj dyrektor Andrzej Konieczny zapowiedział, że w przyszłości, ewentualne konieczne odstrzały chorych i cierpiących osobników będą wykonywane pod nadzorem weterynarzy przez posiadających odpowiednie uprawnienia pracowników Lasów Państwowych. Jest to zgodne z jednym z postulatów Greenpeace.

„Oczekujemy, że Minister Środowiska podejmie dalsze decyzje o zakończeniu odstrzałów komercyjnych także poza stadami żubrów zarządzanymi przez Lasy Państwowe. Aktualnie wyrok śmierci wydany jest na 20 żubrów ze stada białowieskiego, o odstrzał których zawnioskowała Podlaska Izba Rolnicza. Będziemy też pilnować, by Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska nie wydał już więcej zgód na posiadanie lub wywóz za granicę trofeów z polskich żubrów” – dodała Małgorzata Górska.

Źródło: http://www.greenpeace.org


NIE ZABIERAJ MNIE OD MAMY


Trochę o dzikiej naturze.
Jak co roku Nadleśnictwo Ełk prowadzi akcję „Nie zabieraj mnie od mamy!” skierowaną do wszystkich miłośników przyrody. Leśnicy przypominają, że na znalezione na polanach lub w lasach małe zajączki i sarenki, czekają w ukryciu zmartwione mamy!!!

„Na pierwsze młode zajączki nie trzeba było w tym roku długo czekać. Ciepła i bezśnieżna zima sprawiła, że na początku lutego pojawiły się pierwsze mioty zajęcy. Młodziutkie zajączki rodzą się z otwartymi oczami, są całe owłosione, a po około 14 dniach stają się samodzielne. Przez pierwsze 3 tygodnie karmione są mlekiem matki, która zwykle zjawia się u swoich maluchów pod osłoną nocy lub korzysta z porannego zmierzchu. Małe zajączki po narodzinach są bezwonne, nic więc dziwnego, że ich zajęcza matka przez większość czasu jest z dala od swoich maluchów, żeby swoim zapachem nie zwabiać drapieżników.

Podobnie zachowują się matki saren. Zaraz po urodzeniu, sarna „porzuca” swoje młode. Zdarza się, że w momencie, kiedy sarna urodzi więcej, niż jedno koźlątko, wówczas zostawia jedno koźlątko od drugiego w odstępach nawet do pół kilometra! Taka taktyka oraz fakt, iż maluchy pozbawione są jakiegokolwiek zapachu, daje im większe szanse na przeżycie w świecie pełnym drapieżników.

Jeśli spacerując po lesie znajdziecie przypadkiem małe „samotne” koźlątko lub małego zajączka- bądźmy pewni, że gdzieś w pobliżu czeka na nie zaniepokojona matka. Wyczuwając drapieżnika, zarówno sarnia jak i zajęcza mama wyskakuje z ukrycia i odwracając uwagę intruza zaczyna uciekać, odciągając go tym samym od swojego potomstwa.

Dlatego za każdym razem, kiedy zastanawiamy się czy „pomóc” znalezionym na polanie dzikim maluchom czy zwyczajnie odejść, należy rozejrzeć się dookoła. Pomagajmy TYLKO w momencie, kiedy np. koło małego zajączka leży martwa matka. Pamiętajmy, że odchów dzikich zwierząt jest bardzo trudny!!! Małe zajączki są niezwykle wrażliwe na podawany pokarm, zwłaszcza sztuczne mleko, którym początkowo są karmione zamiast mleka naturalnej mamy. Często zdarza się, że taki odchów kończy się dla malucha tragicznie. Dlatego należy pamiętać, aby nie zabierać dzikich zwierząt z ich naturalnego środowiska, a także informować o tym swoich znajomych. Jeżeli zdecydujemy się na pomoc dzikiemu zwierzęciu, oddajmy je pod opiekę specjalistów: weterynarzom lub pracownikom specjalistycznych ośrodków dla dzikich zwierząt.” – takie informacje znajdujemy na stronie Nadleśnictwa w Ełku.

(Źródło: bialystok.lasy.gov.pl Foto: Jacek Obruśnik)

Natomiast trochę inaczej sprawa ma się w tym roku z jeżami. Okazuje się, że np. w województwie mazowieckim, jeże wyszły ze stanu hibernacji zbyt wcześnie. Ekolodzy alarmują, że przy takich temperaturach te zwierzęta nie są w stanie przeżyć. Wychłodzony i głodny jeż nie ma szans na przetrwanie o tej porze roku, a przed sobą tylko kilkadziesiąt godzin życia. Jego jedyną szansą jest napotkany człowiek.
Jeśli zdarzy Wam się spotkać w te mrozy jeża, to trzeba mu pomóc. Zabierzcie go więc delikatnie do domu, włóżcie do pudełka, do którego koniecznie włóżcie ciepłą wodę w plastikowej butelce lub termofor. Dajcie mu pić, do wody można dodać odrobinę cukru lub miodu – to też dodatkowy zastrzyk energii dla wychłodzonego zwierzęcia. Jak już się ogrzeje, to najlepiej skontaktować się jak najszybciej z jednym z ośrodków zajmujących się rehabilitacją dzikich zwierząt. Poniżej link do pełnej listy takich placówek w Polsce:

http://dzikaklinika.com/lista-osrodkow-rehabilitacji-dzikich-zwierzat/

Nie bądźmy obojętni, bądźmy odpowiedzialni.